I kiedy je składano, czekał świat, by wyszły,

Przewidując wzruszenie, albo oklask przyszły.

I kiedy je sznurówką zejmano w poszyty,

Świat szeptał, jak w alkowach przed balem kobiéty,

A gdy wyszły?... — zostały porwane — a potem

Chwila cieniu i ciszy, jak bywa przed grzmotem.

Lecz czułeś, że znienacka światło się rozpostrze,

I wiew kart, i jak po nich biegło noża ostrze,

Czułeś — a w dni niewiele słyszałeś, co chwila,

W rozmowach sąd i w którą się stronę przechyla,