wracało —

zawsze samo...

Szło przed siebie w wiosenną rozwichrzoną słotę,

trącane parasolami czarnymi —

a szło po to, co jest bladozielone i złote,

co pachnie jak goździk chiński i olbrzymi,

i co się każdemu należy.

Chodziło, szukało,

na jarmarki się pchało, na targi,

patrzało z wieży,