Ledwo nad wierzchem ręką

znak pożegnania odfrunie,

nowe piasków sklepienie

wiatr wzdyma w ciemnej łunie,

toniemy, pożarci przez ziemię,

gdzie sami jesteśmy dnem.

Będziemyż sobie jak posąg

wydarty pokrywom wieków?

Znajdziemyż kruszyny włosów

z tych czasów na skroni zostałe?