„Najsilniej przemawia do mnie w literaturze pełen rozpaczy poryw i wewnętrzny przymus poszukiwania prawdy mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. W szczególnych okolicznościach ten pełen energii pęd w języku toruje sobie drogę do Logosu i wolności. Owe szczególne trudności nadają fascynującym mnie literaturom ciężar własny, oblicze i blask” (Tłumaczenie i społeczeństwo).

Pochodzenie narodowe, ojczyzna młodości. W kulturze polskiej istnieje długa lista jakże zasłużonych dla naszej kultury i nauki postaci, które nazwiska nosząc niemieckie i takiegoż będąc pochodzenia, dali naszemu dziedzictwu częstokroć więcej aniżeli zasłużeni o nazwiskach czysto polskich. Linde1054, Kolberg1055, Estreicher1056, Adalberg1057, Gebethner, Wolff1058, Orgelbrand1059, Brückner1060, Nitsch1061, Szober1062, Lehr1063, Szafer1064, Goetel1065, Staff1066, Braun1067 w różnych odmianach rodzinnych. Tę listę znakomicie można by pomnożyć. Wilhelm Mach1068, na przyprzążkę siebie dołączam i metrykalnie wyznaję, że w nazwisku Wyka płynie krew moich niemieckich przodków, chłopskich kolonistów józefińskich — Weck.

Na całkiem oddzielnych prawach na tę listę trzeba wpisać nazwisko Dedecius. Niemcopolak, Polakoniemiec, coś jak Konwickiego zwierzoczłekoupiór, lecz bez makabrycznego dowcipu zawartego w tym neologizmie złożonym na podobieństwo złożeń niemieckich. Po prostu — Karl Dedecius.

1974

Jerzy Harasymowicz — przeszły i obecny

I

Na mapie poezji polskiej objawił się Jerzy Harasymowicz w tych szczęśliwych dla owej poezji latach, kiedy debiutowało całe pokolenie roku 1956. Miron Białoszewski1069, Stanisław Grochowiak1070, Zbigniew Herbert1071, by przy tych jedynie pozostać nazwiskach. Ówczesne ośmielenie wyobraźni poetyckiej i prawo do jej indywidualnego kształtowania, chociaż przez następców owego pokolenia rozmienione zostało na drobne miedziaki, z perspektywy lat kilkunastu ocenione być musi jako wkład wspólny i więź wzajemna debiutantów z roku 1956.

Każda generacja literacka, każda grupa pisarska w dwojakim momencie swojego, istnienia szczególnie jest widoczna: kiedy wstępuje w szranki i rozpoczyna walkę: kiedy schodzi z pola, schodzi ku stronie, o jakiej w Powrocie Odysa Wyspiańskiego1072 mówi nieszczęsny tułacz: „Łódź umarłych! — W zaświaty — w zapomnienie”. Dla poetów roku 1956 pierwszy moment już minął. Do drugiego — na szczęście! — jeszcze daleko, bardzo daleko. Daleko, chociaż pokolenie to posiada już swoją legendę personalną dotyczącą tego, kto przedwcześnie odszedł, a mógł pozostać w pierwszym szeregu: Andrzej Bursa, opowiadanie Stanisława Czycza1073 And. Ma się pod jesień — powiada dzisiejszy Harasymowicz. Zapominając, że jesień to pora owocobrania, słusznie zaś ironizując:

I deklamuje się to życie na powiatowej scence

Czasem przez gazetkę wierszyk jak wróbel przeleci