Jedyność chwili, gdy bezmiar tworzywa

Sam się układa w swoją ostateczność

I woła, jak się nazywa.

(Rzecz czarnoleska)

Wobec tego wyznania, i uogólnienia metaforyczne Tuwima tyczące się słowa i warsztatu zaczynają się toczyć po kilku torach. Poeta apeluje do tradycji, przyzywa ją i opiewa: Commedia divina, Koń, Składnia. Chyba najbardziej wymownym przez nowatorskie odnowienie odwiecznego symbolu poezji, Pegaza Apollinowego147, jest Koń. Już Wyspiański148 w końcowej scenie Akropolis okazywał się zdolny do podobnego odnowienia. Nowatorskie, ponieważ zwrot do tradycji oznacza tu najwyraźniej nie sen na klasycznych laurach, ale walkę o nową poezję, ponieważ dalej ów „koń płomienny, koń mój gniewny” to celna aluzja do własnych natchnień poety, zawsze dynamicznych, dyszących i gniewnych:

Kiedyż mnie cwałem, rumaku skoczny,

Do Czarnolasu poniesiesz?

A tam nie miody, nie srebrne wody

Z prastarej lipy bryzną.

Tam niebo w łunach, bory w piorunach,