— Ja to samo myślałem — szepnął Szczur, rozmarzony i wyczerpany. — Muzykę taneczną, pełną rytmu, która płynie nieprzerwanie, ale są tam i słowa. Te słowa pojawiają się i nikną, rozróżniam je czasami, a potem słyszę znów muzykę taneczną, a potem już nic, tylko cichy, łagodny szept trzcin.
— Słyszysz więcej ode mnie — powiedział Kret ze smutkiem. — Ja nie umiem pochwycić słów.
— Spróbuję ci je powtórzyć — rzekł cicho Szczur, który wciąż miał oczy zamknięte. — Słyszę słowa ciche, lecz wyraźne:
Niech was nie nęka strach,
Co zmienia radość w żal.
Błysnę potęgą w potrzeby godzinie,
Lecz pamięć o niej przeminie!
Trzciny powtarzają z westchnieniem: „przeminie, przeminie”. Słowa giną w szumie i szepcie. A teraz słyszę głos:
By was omijał ból i rany
Odplątuję wnyki39, rozluźniam kajdany.