— Jesteś dobrą i mądrą dziewczyną — przyznał — a ja jestem nadętą i głupią żabą. Przedstaw mnie łaskawie swojej szanownej ciotce, a nie wątpię, iż ta poczciwa dama dojdzie ze mną do porozumienia ku obopólnemu zadowoleniu.

Następnego wieczoru córka dozorcy wprowadziła do celi Ropucha swoją ciotkę, która odniosła jego czystą bieliznę zawiniętą w ręcznik. Staruszka została już zawczasu przygotowana do tego spotkania, a widok kilku sztuk złota wyłożonych przez Ropucha na stół, uzupełnił przygotowanie, tak że niewiele pozostało do omówienia. Ropuch otrzymał w zamian za swoje pieniądze perkalową41 suknię w rzucik, fartuch, chustkę i czarny, mocno wyrudziały czepek. Staruszka postawiła tylko warunek, aby ją związano i rzucono w kąt z zakneblowanymi ustami. Za pomocą tego niezbyt przekonywającego wybiegu, popartego barwną opowieścią, o którą już się sama miała postarać, spodziewała się utrzymać się na posadzie mimo podejrzanych okoliczności.

Pomysł jej zachwycił Ropucha: dzięki niemu będzie mógł opuścić więzienie w sposób niepozbawiony godności, zachowa opinię zwierzęcia niebezpiecznego, które się przed niczym nie cofa. Z całą więc gotowością pomógł córce dozorcy doprowadzić ciotkę do stanu, w którym wyglądała na bezsilną ofiarę przemocy.

— A teraz twoja kolej, Ropuchu — odezwała się dziewczyna. — Zdejmij marynarkę i kamizelkę, i bez tego dostateczny z ciebie grubas.

Trzęsąc się ze śmiechu, zapięła na nim suknię, ułożyła chustkę w odpowiednie fałdy i zawiązała mu pod brodą wstążki wyrudziałego czepka.

— Wypisz wymaluj, moja ciotka! — zachichotała. — Jestem przekonana, że nigdy w życiu nie wyglądałeś tak zacnie i dostojnie. A teraz żegnaj, Ropuchu, szczęśliwej drogi! Idź prosto tym samym szlakiem, którym tu przyszedłeś, a jeśli kto do ciebie zagada, co jest prawdopodobne, bo przecież spotkasz samych mężczyzn — zbywaj wszystkich żartami, ale pamiętaj, że jesteś kobietą, i to wdową, samotną na świecie, i że możesz narazić na szwank swoją opinię.

Ropuch — z bijącym sercem, lecz krokiem tak pewnym, na jaki go tylko było stać — wyruszył ostrożnie na ową ryzykowną wyprawę. Przekonał się jednak niebawem z ulgą, że wszystko idzie jak z płatka. Czuł się tylko nieco upokorzony myślą, iż popularność, jaką się najwidoczniej cieszył, i płeć, która się do tej popularności przyczyniała, były własnością innej osoby. Przysadkowata postać praczki, odziana w dobrze znaną suknię w rzucik, służyła za paszport przy wszystkich zaryglowanych drzwiach, u każdej z ponurych bram, a nawet jeśli Ropuch wahał się, niepewny, w którą stronę zawrócić, wyjście z owej trudnej sytuacji wskazywał mu strażnik przy następnej bramie, wzywając go, aby szedł śpiesznie i nie przetrzymywał dozorców przez całą noc na warcie. Największe niebezpieczeństwo tkwiło w przekomarzaniu się i wesołych żartach, na które musiał znajdować szybką i ciętą odpowiedź. Ropuch miał wysokie poczucie własnej godności, a przekomarzanie się było przeważnie (tak przynajmniej uważał) ordynarne i w lichym gatunku, żartom zaś brakło dowcipu. Potrafił jednak, choć z trudem, opanować się, a odpowiedzi stosował do poziomu swych rozmówców i postaci, pod jaką występował, robił przy tym, co mógł, aby nie przekraczać granicy dobrego smaku.

Czas dłużył mu się niesłychanie, lecz wreszcie minął ostatni podwórzec, odrzuciwszy natarczywe zaprosiny do ostatniej strażnicy, i umknął przed wyciągniętymi ramionami ostatniego wartownika, który błagał go z żartobliwą namiętnością o pożegnalny uścisk. Usłyszał wreszcie szczęk zamkniętych za sobą wrzeciądzów przy wielkiej zewnętrznej bramie, poczuł na swym skołatanym czole świeży powiew zewnętrznego świata i uświadomił sobie, że jest wolny!

Olśniony łatwością, z jaką udało mu się dokonać śmiałego czynu, dążył szybko ku oświetlonemu miastu, nie mając pojęcia, co dalej począć, wiedział jedynie z całą pewnością, że musi jak najprędzej ulotnić się z okolicy, gdzie dama, którą musiał uosabiać, była postacią tak znaną i popularną.

Gdy dążył naprzód, namyślając się, co robić, uwagę jego zwróciły czerwone i zielone światła, błyszczące w pobliżu, nieco w bok od miasta, a uszu jego doszło dyszenie i sapanie lokomotywy oraz łoskot wagonów.