Ropuch i córka dozorcy prowadzili potem nieraz interesujące rozmowy i tak mijały ponure dni. Dziewczynka serdecznie współczuła Ropuchowi. Uważała, że to wstyd zamykać biedne zwierzątko w więzieniu za drobne — jak jej się zdawało — przewinienie. Ropuch w swojej zarozumiałości wyobrażał sobie oczywiście, że troskliwość dziewczynki zawdzięcza jej wzrastającemu uczuciu do niego. Żałował nawet, że dzieli ich taka przepaść społeczna, gdyż dziewczynka była ładna i najwidoczniej bardzo go podziwiała.
Pewnego ranka córka dozorcy przyszła bardzo zamyślona. Odpowiadała na chybił trafił, a Ropuch zauważył, że nie zwraca należytej uwagi na jego dowcipy i błyskotliwe komentarze.
— Ropuchu — odezwała się po chwili — posłuchaj, proszę cię. Mam ciotkę, która jest praczką.
— No, no — odparł uprzejmie i łaskawie Ropuch — nic sobie z tego nie rób. Nie martw się. Ja mam kilka ciotek, dla których najodpowiedniejszym zajęciem byłoby pranie.
— Zamilknij choć na chwilę, Ropuchu — powiedziało dziewczątko. — Za dużo mówisz, to twoja główna wada. Ja coś obmyślam, a ty zawracasz mi głowę. Powiedziałam ci już, że mam ciotkę praczkę. Pierze bieliznę wszystkich więźniów w tej twierdzy. Staramy się wszelkie tego rodzaju zarobki zatrzymać w rodzinie, rozumiesz przecież. Ciotka zabiera bieliznę w poniedziałki rano, a odnosi ją w piątki wieczorem. Dziś mamy czwartek. Otóż przyszła mi do głowy pewna myśl: jesteś bardzo bogaty, przynajmniej wciąż mnie o tym zapewniasz, a ona jest bardzo biedna. Kilka funtów40 nie sprawi ci różnicy, a dla niej to bardzo wiele. Przypuszczam, że gdyby się do niej mądrze zabrać, o ile się nie mylę, to wy, zwierzęta, użyłybyście w tym wypadku słowa „osaczyć ją”, mógłbyś dojść z nią do porozumienia. Użyczyłaby ci swojej sukni, czepka i tak dalej, i mógłbyś wydostać się z tej twierdzy w charakterze urzędowej praczki. Jesteś do ciotki bardzo podobny, zwłaszcza z figury.
— To nieprawda! — rzekł popędliwie Ropuch. — Jestem niezmiernie wysmukły, jak na żabę!
— I moja ciotka ma bardzo dobrą figurę, jak na praczkę — odrzekła dziewczynka. — Ale niech tam! Rób sobie, co chcesz, ty wstrętne, pyszne, niewdzięczne zwierzę! Litowałam się nad tobą, chciałam ci dopomóc...
— Dobrze już, dobrze. Bardzo ci dziękuję — powiedział spiesznie Ropuch. — Ale nie przypuszczasz chyba, aby pan Ropuch z Ropuszego Dworu mógł chodzić po świecie w przebraniu praczki!
— Niech więc pan Ropuch zostanie w więzieniu! — zawołała energicznie dziewczynka. — Chciałbyś pewnie wyjechać stąd karetą w czwórkę koni!
Zacny Ropuch był zawsze gotów uznać swoją winę.