W końcu jednak ostatnie repliki wydały mi się podejrzane, odbijały zbyt jaskrawo od poprzednich, poza tym w słowach mnicha nie było ducha średniowiecza. Rozgryzłem ołówek, zerwałem się, potargałem rękopis kartkę za kartką, potem zaś rzuciłem kapelusz na ulicę i zacząłem po nim deptać. — Przepadłem! — szeptałem do siebie. — Panowie i panie... przepadłem z kretesem! — Powtarzałem te słowa, tańcząc ciągle po kapeluszu...

Na koniec zauważyłem, że o kilka kroków dalej stoi policjant i obserwuje mnie. Stał pośrodku ulicy i patrzył wyłącznie na mnie. Odrzuciłem wstecz głowę i spojrzenia nasze spotkały się. Musiał mnie już od dłuższego czasu obserwować. Wziąłem kapelusz, wsadziłem go na głowę i podszedłem doń.

— Czy wie pan, która godzina? — spytałem.

Przez chwilę stał, nie odwracając ode mnie oczu, potem dobył zegarek i rzekł:

— Dochodzi czwarta.

— To prawda! — zawołałem. — Zupełna prawda! Widzę, że pan zna się na swoich obowiązkach... nie zapomnę o panu!

To powiedziawszy, odszedłem, on zaś niezmiernie zdziwiony został z otwartą gębą i zegarkiem w ręku. Doszedłszy do „Royalu”, obróciłem się i zobaczyłem, że stoi dalej w tej samej pozycji i gapi się na mnie.

— He... he... — powiedziałem głośno. — Tak należy traktować bydło! Z całą bezczelnością! To imponuje, to przeraża bydło... — Uczułem wielkie zadowolenie z siebie i zanuciłem piosenkę. Owładnięty wzburzeniem, nie czując bólu ani żadnej niedyspozycji, przeszedłem lekki jak piórko cały plac Targowy i siadłem pod kościołem Zbawiciela na ławce.

Wydało mi się teraz zupełnie obojętne, czy odeślę owe dziesięć koron, czy też nie! Dostałem je, były tedy moje, a ofiarodawca nie ucierpiał przez to wcale. Wszakże były wyraźnie skierowane do mnie, a nie mogłem ich zostawić posługaczowi. Ponadto nie wypadało zwracać innego banknotu jak tylko otrzymany. Nie było tedy rady.

Usiłowałem obserwować ruch na placu i zająć myśli rzeczami obojętnymi, ale nadaremnie. Nie schodził mi z myśli ten banknot. W końcu zacisnąłem ze złości pięści. Po cóż odsyłać? Dotknęłoby ją to. Czyż miałem zawsze robić minę pyszałka lepszego ponad wszystko, potrząsać głową i odmawiać? Do czegóż to prowadzi? Oto znów jestem na ulicy. Mając najlepszą sposobność zatrzymania ciepłego mieszkania, uniesiony dumą wpadłem za pierwszym słowem w pasję, rzuciłem w prawo i lewo po dziesięciokoronówce i porwawszy się, poszedłem sobie precz! Odbyłem nad sobą ostry sąd z powodu porzucenia przytułku i postawienia się w trudnej sytuacji.