Zresztą napluć na wszystko! Nie prosiłem o tych dziesięć koron, dotknąłem ich zaledwie, potem zaraz dałem obcym, zgoła obcym ludziom, których już nigdy nie zobaczę. Taki już jestem... płacę wszystko do ostatniego grosza, jeśli przyjdzie płacić.
Znałem Ylajali na tyle, by wiedzieć, że nie żałuje pieniędzy, po cóż tedy siedziałem tu i użerałem się sam z sobą? Mogła chociaż tyle dla mnie uczynić, by mi od czasu do czasu posłać dziesięć koron. Wszakże dziewczyna była we mnie zakochana, na śmierć zakochana... niezawodnie! Pomyślawszy to, nadąłem się wielce. Tak, to nie ulega kwestii, że była po uszy zakochana... ta biedna dziewczyna!
Wybiła piąta. Po długim podnieceniu przyszedł opad sił i znowu uczułem szum i pustkę w głowie. Spojrzałem przed siebie w powietrze, potem zaś w stronę „Apteki pod Słońcem”. Głód mnie żarł i cierpiałem bardzo. Siedziałem gapiąc się w niebo, po chwili zamajaczyła mi przed oczyma jakaś postać, potem zaś wyraźnie zobaczyłem i poznałem pod apteką ciastkarkę.
Drgnąłem, wyprostowałem się i zacząłem myśleć. Tak... tak... wszystko w porządku, to ta sama kobieta, przy tym samym stole i na tym samym miejscu. Gwizdnąłem kilka razy, strzepnąłem palcami, wstałem i podszedłem do apteki. — Tylko bez głupstw! — Nic mnie teraz nie obchodziło, czyją własnością były owe srebrne kongsberskie monety... Nie powinno się przesadzać w dumie, może to bowiem przyprawić o śmierć...
Zbliżyłem się do narożnika, wycelowałem wprost na przekupkę i stanąłem przed nią. Uśmiechnąłem się, skinąłem głową jak znajomy i zacząłem w ten sposób, jakby mój powrót musiał jej się wydawać naturalny.
— Dobry wieczór! — rzekłem. — Widzę, że mnie pani nie poznaje?
— Nie! — odparła z wolna, patrząc na mnie.
Uśmiechnąłem się ponownie, jakby uradowany jej doskonałym żartem, że niby to mnie nie poznaje, i powiedziałem:
— Musi pani chyba pamiętać, żem pani przed niejakim czasem wręczył kilka koron. Wówczas, o ile wiem, nie powiedziałem nic, taki bowiem już mam zwyczaj. Mając do czynienia z porządnymi ludźmi nie potrzeba za każdą drobnostką spisywać kontraktów... He... he... nieprawdaż... Tak, to ja dałem pani pieniądze!
— To pan? Ach, prawda, teraz poznałam pana doskonale... Gdy o tym pomyślę...