— Cóż to takiego?

— Kupiłem u Semba materiał na nowe ubranie... — odparłem obojętnie. — Nie chcę dłużej zaniedbywać się. Źle jest nie zwracać uwagi na swą powierzchowność.

Patrzył na mnie zdumiony.

— Jakże się panu powodzi? — spytał przeciągle.

— Doskonale... nadspodziewanie.

— Ma pan tedy zajęcie?

— Czy mam zajęcie? — zdziwiłem się. — Wszakże jestem buchalterem u wielkiego przemysłowca Christiego...

— A... tak... — powiedział, odstępując o krok. — Bardzo mnie to cieszy. Byle tylko nie rozszarpano panu zarobionych pieniędzy... Do widzenia!

Za moment obrócił się, zbliżył się ponownie i wskazując pakiet laską, rzekł:

— Polecam panu mego krawca. Trudno znaleźć lepszego nad Izaksena. Proszę się tylko powołać na mnie.