Pierwszym kodeksem cywilnym, który zerwał całkowicie z elementami prawa feudalnego, był Kodeks Napoleona. Określał on prawo własności od strony negatywnej. Przyjmowano zatem, że właściciel miał prawo robić z rzeczą wszystko, co chciał, o ile nie naruszało to wyraźnych przepisów prawa. Zgodnie z art. 544 Kodeksu Napoleona: „Własność jest to prawo używania rzeczy i rozporządzania nimi w sposób najbardziej nieograniczony, byleby nie czyniono z nich użytku przez ustawy lub urządzenia zabronionego”1612. Taka uproszczona wizja prawa dość swobodnie wykorzystywała rzymski model prawa własności, aby realizować ideologiczne i polityczne cele okresu po Wielkiej Rewolucji1613. Jak jednak podkreśla Katarzyna Sójka-Zielińska, mimo szerokiego wachlarza uprawnień właścicielskich, prawo własności miało swoje granice. „Nigdy bowiem własność nie była prawem absolutnie nieograniczonym, a tylko w porównaniu z innymi — najpełniejszym”1614.

Własność zobowiązuje

Powstanie negatywnej definicji własności związane było z wyodrębnieniem się prawa cywilnego, opartego na zasadzie autonomii jednostki. Było to skutkiem rozwoju indywidualizmu, kształtującego się od czasów renesansu aż do końca XVIII wieku. O ile więc średniowieczny feudalizm ograniczał jednostkę, tak teraz dominować zaczęły ruchy wolnościowe — połączone pod wspólnym hasłem liberalizmu. Idee liberalizmu otrzymały prawną formę w Deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych (1776 rok) oraz we francuskiej Deklaracji praw człowieka i obywatela (1789 rok)1615. Jak pisał Eugeniusz Waśkowski: „Wyzwolenie jednostki, uświęcone przez ustawodawstwo cywilne, wydało obfite owoce [...]. Jednak niczem nieskrępowany indywidualizm ma cechę ujemną, nader niebezpieczną: mianowicie sprzyja rozwojowi bezwzględnego egoizmu i prowadzi do wyzyskiwania wszystkiego i wszystkich dla celów osobistych, do zaniedbania dobra publicznego, do przekładania własnej korzyści nad potrzeby społeczeństwa i państwa. Te skutki szkodliwe autonomii jednostki rychło dały się we znaki [...]1616. W efekcie zaczęto w drugiej połowie XIX wieku dostrzegać rozdźwięk pomiędzy zapisami kodeksowymi a rzeczywistością społeczno-gospodarczą. Coraz częściej politycy i ekonomiści domagali się, aby egoistyczne interesy właścicieli ustępowały interesowi ogółu. 1617. Mitologia prawa własności jako jedynego źródła i gwarancji wolności zaczęła ustępować. Poszczególne ustawy cywilne kolejno poddawały „autonomię jednostki coraz liczniejszym ograniczeniom”1618. Wszystko to wpływało na myślenie o samym prawie własności, które miało dać „jednostce ochronę niezależności, poczucie bezpieczeństwa i godności; społeczeństwu miało dać równowagę i pokój; gospodarce zaś inicjatywę, rozwój i skuteczność. Wszystko to miało zapewnić wolność ekonomiczną jednostki. Tymczasem bezwzględność konkurencji niszczyła drobną własność bądź podporządkowywała ją podmiotom silniejszym”1619. XIX-wieczny nieograniczony kapitalizm zaczął więc podlegać przekształceniom wraz ze wzrostem roli klasy robotniczej i rosnącego znaczenia interwencjonizmu państwowego. „Rewizja «świętego prawa własności» odbywała się [...] pod hasłem obrony interesu publicznego”1620. Na tym tle kształtowały się koncepcje utopijne, całkowicie negujące znaczenie prawa własności. Do nich zaliczyć należy poglądy Pierre-Josephe’a Proudhona, dla którego własność była kradzieżą, a właściciel rabusiem. Własności prywatnej nie sposób jego zdaniem pogodzić z naturą ludzką, toteż ze swojej istoty można ją uznać za niesprawiedliwą1621. Wymienić należy również koncepcję solidaryzmu społecznego, zaprezentowaną przez przez francuskiego prawnika Léona Duguita, zgodnie z którą własność pełnić miała określone funkcje społeczne. Centralnym punktem teorii Duguita było uznanie istnienia w społeczeństwie obiektywnej normy nakazującej respektowanie zasad solidarności społecznej. „Solidarność oparta jest na wzajemnych zależnościach występujących pomiędzy członkami społeczeństwa, które wynikają z podobieństwa potrzeb i podziału pracy”1622. Duguit krytykował pozytywistyczne koncepcje prawa, w jego opinii społeczeństwo cechuje się solidarnym współdziałaniem. Twierdził, że „norma prawna pojawia się jako zgodne stanowisko społeczeństwa, że pewne postępowanie jednostki jest zgodne z interesem tej społeczności”1623.

Każda jednostka ma obowiązek spełnienia w społeczeństwie pewnej funkcji społecznej, w stosunku prostym do miejsca, jakie w tym społeczeństwie zajmuje. A więc kto dzierży dobro, przez to samo, że je ma w swoim ręku, może spełniać pewne zadanie, które tylko on wykonać może. Tylko on może pomnożyć bogactwo ogólne, uczynić zadość potrzebom ogólnym puszczając w ruch kapitał, który trzyma. Jest więc społecznie zobowiązany wypełnić to zadanie i dozna ochrony społecznej tylko wtedy, jeśli je spełni i w takiej mierze, w jakiej to uczyni. Własność nie jest prawem podmiotowym właściciela, jest jego funkcją społeczną”1624.

Odrzucenie rozumienia prawa własności w kategorii prawa podmiotowego i traktowanie go jako swoistej misji społecznej pozwoliło Léonowi Duguitowi stwierdzić, że jej niewykonywanie stanowi nadużycie prawa. Właściciel może korzystać z rzeczy w celu zaspokojenia swoich potrzeb społecznych. Obok tego ma on — zdaniem Duguita — „obowiązek, a więc i moc używania rzeczy swojej dla uczynienia zadość potrzebom ogólnym, potrzebom całej zbiorowości narodowej lub zbiorowości o mniejszym zasięgu” 1625. Jeśli zatem właściciel nie wykonuje swojego prawa, np. pozostawia ziemię uprawną odłogiem, może być go pozbawiony 1626. Takie podejście do prawa własności, określane mianem funkcjonalizmu, pojawiło się później w nauce społecznej Kościoła. W encyklice Rerum novarum z 1891 roku papież Leon XIII „akcentował obowiązki właściciela wobec nieposiadających i jego troskę o dobro powszechne”1627.

Coraz częściej akcentowano granicę prawa własności oraz konstrukcję nadużycia prawa. Ta ostatnia pozwala ograniczać sposoby wykonywania prawa własności ze względów społecznych. Postulaty wprowadzenia do definicji prawa własności obowiązków właściciela nie zostały zrealizowane w treści ówczesnych kodeksów europejskich. Odzwierciedlenie w konstrukcjach ustawowych znalazły jednak ograniczenia w wykonywaniu tego prawa. Obok regulacji związanych z prawem sąsiedzkim czy zakazem szykany, w samej definicji niemieckiego kodeksu cywilnego zawarto granicę w wykonywaniu prawa własności. „Właścicielowi jakiejś rzeczy wolno, o ile ustawy, albo prawa osób trzecich się temu nie sprzeciwiają z rzeczą według upodobania [...] postępować i wykluczać drugie osoby od wywierania wszelkich wpływów”1628. Ostatecznie jednak, jak podaje Andrzej Stelmachowski, koncepcje funkcjonalizmu znalazły swój wyraz w charakterystycznym sformułowaniu art. 153 Konstytucji weimarskiej: Eigentum verpflichtet — własność zobowiązuje1629.

Czy prawo autorskie jest prawem własności?

Jak była już mowa, na tak zadane pytanie zasadniczo nie da się odpowiedzieć. Wszystko zależy od przyjmowanych założeń. Podstawowym w tym zakresie będzie założenie, czym jest sama własność. Ze względu na przyjmowane przeze mnie poglądy na istotę samego prawa, uważam, że własność jest skonstruowanym przez ustawodawcę prawem stanowionym. Nie jest więc ono emanacją żadnego prawa natury. Na gruncie prawnym własność może być rozumiana szeroko — jako ogół praw majątkowych, swoisty synonim majątku. W takim znaczeniu własność występuje czasami w konwencjach międzynarodowych i konstytucjach poszczególnych krajów. W węższym znaczeniu prawo własności wywodzi się z tradycji rzymskiej i dotyczy wyłącznie władania przez jednostki rzeczami materialnymi. Jednak nawet takie postawienie sprawy niczego jeszcze nie przesądza. Pomiędzy prawem autorskim a prawem własności istnieją dwa istotne z naszego punktu widzenia podobieństwa. Oba te prawa zapewniają uprawnionemu możliwość wyłącznego korzystania z przedmiotów nim objętych oraz przenoszenia tego prawa na inne podmioty. Jednak pomimo tych zbieżności na przestrzeni rozwoju doktryny prawa podkreślano szereg różnic zachodzących pomiędzy prawami autorskimi a prawem własności. W tym miejscu spróbujemy prześledzić najważniejsze z nich.

Słowa wzniosłe i abstrakcyjne

Na początku wypada odpowiedzieć sobie na pytanie, jak nazywa się to, o czym mówimy. Jak się bowiem okazuje, poszczególne ustawodawstwa posługiwały się, i nadal się posługują, różnymi nazwami na określenie tego, co w polskim prawie określane jest mianem praw autorskich. Na ten fakt zwracano uwagę już w XIX wieku. „Prawa autorskie we Włoszech, w Niemczech i wielu innych państwach (Autorrecht), prawo reprodukcyi w Hollandyi, prawo kopjowania w Anglii i w Stanach Zjednoczonych (copyright) — taka jest przyjęta terminologja. Natomiast, kodex cywilny amerykański uświęca wyrażenie własności literackiej i artystycznej. Tak samo i prawo szwedzkie z d. 10 Sierpnia 1877 r. zatytułowanem jest: Prawo o własności literackiej. W Norwegii natomiast prawo jest nieco oględniejsze. W prawie z d. 8 Czerwca 1876 r. przyjęto termin «Ustawa o opiece prawa, zazwyczaj własnością literacką nazywanego». Prawo hiszpańskie z d. 19 Grudnia 1878 r. nosi tytuł: o własności umysłowej”1630. Oczywiście nazwy poszczególnych ustaw podlegały pewnym modyfikacjom. Jednak nazywanie tych praw prawami własności budziło od zawsze kontrowersje. Po raz pierwszy zaczęto je tak określać we Francji. Nic w tym dziwnego, skoro ustawa z 1793 roku posługiwała się wprost pojęciem własności literackiej (fr. propriété littéraire). Jednak jak słusznie zauważył Stefan M. Grzybowski, ustawa — mimo że odwoływała się bezpośrednio do pojęcia własności literackiej — kształtowała prawa przyznane twórcom w sposób odmienny od prawa własności1631. Taka rozbieżność była dostrzegana przez francuskich prawników. Z tego względu w roku 1866 komisarz rządu francuskiego, przedstawiając projekt zmian w prawie autorskim — przedłużający okres ochrony praw autorskich do 50 lat po śmierci autora1632 — zażądał zmiany nazwy ustawy. Określenie „własność literacka” (fr. propriété littéraire) miało zostać zastąpione pojęciem prawa autorów (fr. droit des auteurs). Swoje zdanie w tej sprawie uzasadniał on w następujący sposób: