— Tak, panie Osiełek — ale widzi pan, to zawsze inna książka: karty Homera o świcie są cynowe, o zmierzchu niebieskie, wieczorem złote... tak, panie Osiełek.
— Proszę pana, ja właściwie mam do pana kilka spraw. Panie Wulkan, niech pan będzie szczery i odpowie mi szczerze na pytanie: czy znajomość brzuchomówstwa może zapewnić spokojną starość? Drogi panie, mówiąc otwarcie, mimo mojej fabryki i stosunków nie jestem człowiekiem zamożnym, a rozumie pan, że na starość chciałoby się mieć domeczek, ogródeczek, pantofle i ciepły brzuszek wiernej małżonki. O tak, panie Wulkan.
— Panie Osiełkiewicz, przyznam się panu, że brzuchomówstwo to blaga i ja to blaga, i Homer. Najlepiej fabrykować fałszywe monety.
— Tak?
— No naturalnie.
Nagle za drzwiami huknęło, jakby komuś brzuch pęknął46, drzwi się otwarły i do pokoju wbiegła starsza pani o rozpalonych wścieklizną oczach, w peruce, podobna w swojej furii do suki rasy nieokreślonej, którą osa ugryzła w przyrodzenie.
— Mam cię, draniu — wybełkotała pod adresem Osiełka. — Panie Wulkan, to jest bandyta, on moją córkę zniewolił moralnie, splugawił, zbezcześcił, zdeprawował, zzz...
Starsza pani rzęzi.
Wulkan:
— Ależ co się stało, kochana pani Heksenszus47?