— Jak to co? Pan wie, co zrobił pański klient? Ha! Pan nie wie, a ja wiem; mam tu zapisane na karteczce; wszystko widziałam... panie, takie słowo pod sową, o!
Wulkan:
— Proszę się uspokoić. Mogę panią zamagnetyzować magnetyzmem zwierzęcym48.
— Precz, szarlatanie, ten człowiek napisał na murze nieprzyzwoite słowo. Ha! Ale jakie! Mam tu zapisane na karteczce; moja córka, czysta jak lilia (panie, co to za dziewczę!) przeczytała to słowo i nauczyła się na pamięć. Panie Wulkan, ja tego łotra zamorduję!.. Takie słowo! Cóż pozostało teraz po córce mojej? Nic, grudka popiołu, tak albowiem spłonęło dziewictwo. O ja nieszczęśliwa!
I starsza pani załamała ręce i zamarła w klasycznej posturze bólu.
Astrolog Wulkan pocieszał cierpiącą niewiastę, podstawiał pod nos trzeźwiące sole; ale wszystko na darmo: Heksenszus zemdlała i leżąc na podłodze jak długa, robiła piersiami i brzuchem wypukłym nad wyraz.
Po pewnym czasie z cielska, zaściełającego podłogę, wyszedł głos cichy jak Anhelli49:
— Jeżeli ten łotr nie ożeni się z moją córką, to nie będzie dżentelmenem. Tak!
Ale tu podniósł się Porfirion Osiełek, pogłaskał w uda wedle zwyczaju i, rozczapierzając dłoń na piersi, jak najuroczyściej:
— Co to, to nie, proszę panią, jestem, byłem i będę dżentelmenem. Ożenię się z pani córką, choćby była zezowata. Amen.