Naiwny staruszek zakaszlał i wręczył Osiełkowi laskę z czerwoną włóczką. Osiełek zadarł głowę do góry; zdawał się w głębokim zamyśleniu szukać gwiazdozbioru końcem laski.

— Oho, dobry staruszku, Grzywa Centaura przesunęła się na ulicę Szarlatanów — i Osiełek, skłoniwszy się naiwnemu panu, uciekł, wymachując laską.

Na wspomnianej ulicy kupiły się ogromne tłumy: wrzeszczały kobiety, mdlały dziewice, gwizdali na brudnych palcach złodziejaszkowie: płonął albowiem dom czarnoksiężnika Indiavolaty160.

Płomienie kwitły w powietrzu na podobieństwo krzaków gorejących161.

Osiełek rzucił się w ogień z odwagą tylko sobie właściwą; wpadł do jakiegoś pokoju, rozbił szafę i wyciągnął z niej nowy, czarny płaszcz, cylinder i szal jedwabny; po czym wyskoczył na ulicę, nie dlatego, żeby się lękał śmierci, tylko dlatego, że w płonącym pokoju ujrzał zawieszony nad szafą portret Softa. Tłum zawył na cześć Osiełka entuzjastycznie. Kobiety pokazywały go dzieciom. Porfirion, korzystając z zamieszania, ubrał się w płaszcz i włożył cylinder.

Gdyby nie podarte trzewiki i wystrzępione nogawice spodni, wyglądałby niczym ekscelencja Claudel162.

Pozostawały do złupienia tylko lakierowane kamasze. Poszedł tedy do szewca Ptolomeusza163, którego słynna pracownia mieściła się na samym rogu ulicy Szarlatanów, tuż obok monumentu Cassiniego. Zastukał do drzwi. Cicho. Po chwili jednak drzwi się odemknęły troszeczkę i pan Ptolomeusz wypchnął na świat boży połowę dziobatego nosa.

— Pan co?

— Chciałbym lakierowane kamasze.

— Proszę, tylko cicho: żona śpi.