— Niebożątko! — łkała przekupka, handlująca wonnościami, ocierając nos rękawem. — Zupełnie podobny do mego Emmanuela158, który był tapicerem.

Tu zerwał się pan Osiełek na równe nogi i kładąc rękę na sercu:

— Precz, tłumie! — krzyknął. — Jestem niepodobny do nikogo, jestem sam w sobie śliczny pan Osiełek jako taki — to mówiąc, przebił się przez osłupiały tłum i oddał noktambulizmowi. Przede wszystkim skonstatował, że w podejrzanym ubraniu podróżować nie wypada, a że pasaż Mendelsona był już od godziny zamknięty, postanowił zdobyć elegancki strój na sposób, do którego policja owego miasta odnosiła się nader nieprzychylnie.

— Wariat! — krzyczano z tłumu.

Nie zwracał na to uwagi, machnął pogardliwie ręką i wyszedł na plac Kuglarzy. Właśnie przed kramami, gdzie sprzedawano ziółka lecznicze, przechadzał się na pałąkowatych nogach kaszlący starowina, wsparty na lasce nowiuteńkiej i ozdobionej fontaziem159 z czerwonej włóczki. Osiełek skłonił się i poprosił nad wyraz uprzejmie:

— Czy nie mógłby pan, dobry staruszku, pożyczyć mi laski na jedną chwilę?

— A po co?

— Widzi pan, chcę pokazać swojej córeczce konstelację zwaną Grzywą Centaura.

— Niby jakiej córeczce?

— W tej chwili właśnie jej nie ma, ale zaraz nadejdzie.