Po wyjściu na ulicę dostał konwulsji, zbliżała się albowiem pora noktambulicznego ataku. Osiełek rzucił się na wznak i strzykając krwawą pianą, tłukł rękoma o kamienie chodnika. Straszny to był widok: ręcznik bielał na kształt arabskiego burnusa156, z nogawek spodni wypłynęły tasiemki niewiadomego pochodzenia, źrenice znikły, widać było tylko białka oczu podobne do skorup od jaj.

Tłum współczujących zebrał się w okamgnieniu:

— Biedny człowiek.

— Patrzcie, jak on cierpi.

— Twierdzę, że to choroba św. Medarda157.

— Św. Medard to blaga.

— Biedny człowiek.

— To straszne.

— Nie bójcie się państwo, to po trzech dniach przechodzi.

— Albo po trzech tygodniach.