— Żenię się, panno Hildegardo.
— Z kim?
— Z Epifanią Heksenszus i poprosiłbym panią o wodę.
Podała mu wody w kubku z lipowego drzewa. Odetchnął.
— Chciałbym wejść na wieżę, panno Hildegardo.
— A po co, panie Osiełek?
— Noktambulizm.
Wspinali się po schodach do północy. Na szczycie wiatr zdmuchnął latarkę. Staroświecki mechanizm wieżowego zegara wydzwonił godzinę dwunastą.
Hildegarda siedziała na ławce. Osiełek stał z rozłożonymi ramionami.
Tak mówił: