Ale Osiełek uniósł się jeszcze wyżej na palcach, stopą bohatera kopnął materac, aż załkały sprężyny, i rzekł, nie zmieniając pozy:
— Odejdźcie mdłe198 niewiasty. Wszystko skończone. Na honor, Osiełka nie wali się portretem!
Niewiasty rozpuściły włosy i bijąc się w piersi na znak bólu, chwiały głowami — błagalnie.
— Odejdźcie, a nie patrzcie na członki moje, albowiem jestem nagi.
— Wybacz nam, panie, jesteśmy kobiety samotne.
I kobiety wyszły z nisko pochylonymi czołami.
Osiełek ucałował brodawkę, nadelektował się do syta wazą niebieską i oddał się zamyśleniu. Po czym z powolnością, sobie właściwą, oblókł szaty, włożył mało używany płaszcz wypychacza ptaków, zaopatrzył się w laskę i zielony melonik i kuchennym drzwiami wyszedł na gwiazdy. „Kobiety samotne” patrzyły przez okno.
— O, dochodzi do „Karpia”.
— Tak, tak... widzisz?
— O, już przeszedł „Karpia”.