Gdy wróciła do domu, miała oczy pełne łez.

— Co ci jest, Basieńko? — spytała ją zaniepokojona pani Olszowska.

— Nic, cioteczko, nic mi nie jest...

— Chyba nie z radości płaczesz?

— Czy ja płaczę? O ciociu!

Wtuliła głowę między ramiona pani Olszowskiej, która zaczęła ją gładzić po włosach.

— Co się stało dobrej dziewczynce? — pytała pani Olszowska serdecznie. — Co się stało?

Z zaciśniętymi ustami i nieruchomym spojrzeniem wysłuchała opowiadania Basi.

— Dziecko drogie! — mówiła najtkliwszym głosem. — Ta zła koleżanka myślała, że cię obrazi. Nie wiadomo, skąd wie o tym, że nie masz rodziców, że jesteś sierotą. To głupia pannica... Gdybyś nawet była, jak powiedziała, „znajdą”, byłabyś nieszczęśliwym dzieckiem, któremu nie wolno przypominać jego niezmiernego nieszczęścia. Ciebie jednak znaleziono w martwych ramionach matki.

— Jak to było? — spytała Basia bez tchu.