— Teraz nie. Może kiedyś, później...
— Nie weźmiesz?
— Nie!
— Daj jej spokój! — wołały koleżanki. — Odczep się!
Zielone oczy ślicznej dziewczyny przygasły. Powiedziała złym głosem:
— Wiesz, co ci powiem? Kpię232 sobie z twego niby-wujaszka i z ciebie... Ty... Ty... znajdo!
— O Boże! — jęknęła Basia.
Kilkanaście dziewczynek, nie rozumiejąc, co ma oznaczać to ostatnie słowo, zdrętwiało z innego powodu: ta bezczelna Zielonooka obraziła wielkiego pisarza, grudą ziemi cisnęła w bóstwo! Ha! Z niemej chwili zdumienia wytrysnęła z dzikim szumem fontanna awantury. Zielonooka zostałaby na miejscu ukamienowana, zarząd szkoły jednakże — nie mogąc przypuścić, że kiedykolwiek zajdzie taka potrzeba — nie postarał się na czas o niezbędną do nagłej operacji liczbę kamieni. Obrzucono więc Zielonooką kamiennymi słowami, co nie zrobiło na niej zbyt wielkiego wrażenia. Została jednak, bez żadnych narad w tym względzie, uznana za trędowatą233. Wszystkie serca zostały dla niej zamknięte, jak się zamykają niektóre kwiaty przed nocnym chłodem. Ciężkie to było postanowienie. Człowiek nie może srożej ukarać drugiego człowieka, niż zamykając przed nim serce.
Basia była wstrząśnięta. Pan Olszowski jest zbyt wielkim i wzniosłym człowiekiem, aby mogły go dotknąć lub poniżyć jadowite, ze złości narodzone słowa. Lecz co miało oznaczać to ostatnie? Czemu ta dziewczyna nazwała ją „znajdą”? Rzuciła tym słowem jak ciężkim pociskiem. Co to znaczy „znajda”? Basia wie, że „znajdą” nazywają najbardziej nieszczęśliwą istotę na bożym świecie: dziecko bez rodziców, których albo zabrała śmierć, albo jakieś inne nieszczęście. Nie ma dość ciepłej, dość tkliwej i serdecznej miłości, z którą człowiek powinien ogarnąć i otulić takie stworzonko, porzucone na srogiej ziemi. „Znajda” jest najbardziej niewinnym stworzeniem bożym, któremu dzieje się najstraszliwsza krzywda. Płacze, a nie ma matki, która by scałowała z jej ocząt łzy. Tylko zbrodnicza głupota wymawia straszne słowo: „znajda”, z pogardliwym uśmiechem. Przecież to słowo jest jak łzy. Mieści się w nim nieogarniona krzywda. „Znajda” jest bezbronnym pisklęciem, wyrzuconym z gniazda przez burzę. Najtkliwszym czynem dobrego człowieka jest podniesienie samotnego dziecka z bruku i przytulenie go do serca. Czyn taki Bóg zapisuje złotym piórem.
Basia wie o tym wszystkim. Nie rozumie jednak, dlaczego koleżanka nazwała ją „znajdą”. Jaka gorzka myśl tkwiła w tym ohydnym szyderstwie234?