Dziewczęta były bliskie płaczu. Co będzie, jeżeli zażąda, jak książę Bogusław Radziwiłł296 od Kmicica297, aby klasa przed nią uklękła, a ona nogą dotknie czyjegoś czoła?

Zielonooka postanowiła okrutnie igrać z zalękłym sercem całej klasy, nagle jednak, po rozmowie z nauczycielką, zmieniła zamiar.

— Będę bóstwem! — oświadczyła łaskawie.

Nikt nie mógł dojść, skąd ta niespodziewana wspaniałomyślność. Żadna z dziewcząt nie wiedziała bowiem, że nauczycielka, opisując scenę, powiedziała:

— Ty staniesz nieruchomo, a przed tobą uklęknie Basia Bzowska...

— Basia? — krzyknęła Zielonooka.

— Czemu się tak dziwisz? Basia wybornie mówi...

— Ja się nie dziwię, proszę pani... Ja się bardzo cieszę!

O przewrotności!

Basi było najzupełniej obojętne, przed kim uklęknie. Zawezwany pilną sztafetą Szot pracowicie i umiejętnie prowadził próby i kierował tłumem. Teatr ten żywo przypominał dom wariatów, więc nieznacznie tylko różnił się od prawdziwego przybytku sztuki dramatycznej.