— To dobrze... To tylko chciałam wiedzieć...
— Pamiętaj, dziecko — dodał on szybko — że możesz zawsze zostać u nas. Jak długo nie oślepnę lub nie rozchoruję się ciężko, wystarczy dla nas wszystkich.
— Wiem o tym! — rzekła Basia ze wzruszeniem. — A czy pomożesz mi, wujaszku, rozporządzić tym majątkiem?
— Z całego serca. Czy masz jakieś plany?
— Mam wiele planów. Daj Boże, żeby tylko wystarczyło — zaśmiała się Basia.
W tej chwili zapukano do pracowni.
— Telegram do Basi! — oznajmiła z wielkim przejęciem pani Olszowska.
Dziewczyna z lękiem otworzyła ten dziwny papierek, który z równą obojętnością ogłasza szczęście i śmierć.
— Jezus Maria! — krzyknęła zduszonym głosem, podając telegram zalęknionemu panu Olszowskiemu.
Pan Gaston Dimauriac donosił w krótkich słowach, że nadeszły nieokreślone wiadomości o ojcu Basi: