JEŚLI NIE TRAGICZNA POMYŁKA MOŻLIWE ŻE ŻYJE PROSZĘ PRZYJECHAĆ NIEZWŁOCZNIE

Basia, blada jak giezło312, stała przez chwilę nieruchoma, oddychając szybko. Potem, z niespodziewanym wybuchem płaczu, przytuliła się do pani Olszowskiej, oparłszy głowę na jej piersi.

— Cicho, cicho, drogie dziecko — uspokajała ją pani Olszowska, sama bliska rozpłakanego rozrzewnienia.

Dzięki połączonym wysiłkom obojga małżonków udało się uciszyć rozełkaną dziewczynę.

— Ja już od dawna nie mogłam sobie dać rady... — spowiadała się Basia. — Nie wiem czemu. Mój ojciec śnił mi się i wciąż powracał we śnie... Powiedzcie mi, czy to naprawdę możliwe, aby jeszcze żył?... Czy jest prawdopodobne, że nie odkryto jego śladów przez dziesięć lat?!

— Możliwe, Basieńko — pocieszał ją pan Olszowski. — Kraj dziki i zapadły... Co ci mówił profesor Somer?

Basia, rozwinąwszy mapę gwałtownym ruchem, zaczęła ich objaśniać: jak, co, którędy.

— Tędy szli — mówiła gorączkowo — a tu zdarzyło się nieszczęście, nad jakąś przepaścią. Ocalał jedynie pan Dimauriac...

— Czy nikt nie szukał twojego ojca?

— Pan Dimauriac był ranny i jak mi pisał, sam nie mógł się tym zająć; coś jednak słyszał o poszukiwaniach, lecz okazały się one bezowocne. Ale żeby przez dziesięć lat...