Zielone spojrzało na czerwone.

— Jacy to dzisiaj ludzie, moja pani — rzekła dama do damy.

— Najbliższa krewna, a dziecko samo puszcza w daleką podróż. Z kartką, proszę pani, wysyła jak zająca... Ale krzyczeć to umie, że nie daj Boże!

Czarny jegomość wpadł bez rozumnego powodu w jakieś nagłe delirium30, gdyż przejechał ręką po włosach, zburzywszy ich przyrodzoną, leniwą spokojność, i zaczął gwałtownie poruszać szczękami, jak gdyby żuł kawałek kalosza lub twardy rzemień. Czynność ta była tak zajmująca, że Basia, spojrzawszy na niego, nie mogła już oderwać wzroku od tej maszynerii. Nagle, ku niezmiernemu zdumieniu obu pań, nastrojonych smętnie jak smutno grające basetle31, zaśmiała się jasnym, perlistym śmiechem i pisnęła:

— Ja też tak!

Ponieważ młode osoby posiadają w wysokim stopniu małpie zdolności naśladowania, zaczęła poruszać szczękami, całkiem zgrabnie marszczyć czoło, po czym, zerwawszy z głowy berecik, przejechała rączką po jasnych włosach. Była to zabawa tak wspaniała, że cały świat razem z damą w czerwieni i z damą w zieleni nie był wart już uwagi.

Jegomość-widmo znieruchomiał na moment i rozwarł oczy w przeraźliwym zdumieniu, co przez dziewczynkę zostało przyjęte z zachwytem, bo i ona starała się wydobyć z ocząt wzrok dziki i straszliwy. Zgrzytnął zębami, a Basia uczyniła to samo, zresztą dość marnie i bez należytego efektu, ze względu na mizerny stan uzębienia.

Jegomość-upiór stężał nagle i znieruchomiał.

— Jeszcze, jeszcze! — prosiła dziewczynka.

— Dziwne dziecko — oświadczył kapelusz czerwony.