— Pomylone dziecko! — krzyknął człowiek-cmentarz. — Cóż dziwnego? Dziewczynka!
Słowem tym, rzuconym pogardliwie, dotknął obie damy jak rozpalonym żelazem.
— Więc cóż z tego, że dziewczynka? Co się panu w tym nie podoba? Nie wolno się dziecku śmiać?
— Wolno, ale nie ze mnie.
Nie wypowiedział tych słów, lecz je ulepił z gorącej smoły.
— Korona panu z głowy nie spadnie! Dobry człowiek sam zabawiłby dziewczynkę i uśmiałby się razem z nią. Nie bój się, maleńka...
— Ja się nie boję! — oznajmiła Basia. — Zrób to jeszcze... — zaproponowała serdecznie mordercy niewinnych dzieci.
Herod32 w okularach żachnął się i chciał zazgrzytać pełnym uzębieniem, ale zatrzymał się w samą porę.
— Powiedz tym paniom, aby one też się trochę pokrzywiły!— rzekł zjadliwie.
Zdawało się, że nie powiedział tych słów, lecz je z wielkim sykiem wypuścił z syfonu33 pełnego wody sodowej.