Obie damy spojrzały z największym niesmakiem na zgrzytającego awanturnika, a potem porozumiewawczo na siebie. Czerwony kapelusz dotknął nieznacznie palcem czoła, z czego kapelusz zielony łatwo pojął, że ponurego jegomościa należy uważać za człowieka, któremu brak piątej klepki. Jak wszystkim wiadomo, do prawidłowego rozporządzania rozumem konieczna jest pełna liczba klepek — pięć. Zatrwożone tym odkryciem i przejęte współczującą troską o dziewczynkę, panie starały się nakłonić ją do zerwania wszelkich towarzyskich stosunków z tym Madejem-zbójem34. Kapelusz czerwony rzekł bardzo przymilnie:

— Odsuń się, moje dziecko, bo pewnie przeszkadzasz temu panu...

— Nie trzeba drażnić tego pana — pouczył także Basię kapelusz zielony.

Widać było od razu, że dobre rady zostały zmarnowane; dziewczynka była zachwycona człowiekiem poruszającym szczękami i wciąż rzucała mu uśmiechy w błogiej nadziei, że i on wreszcie, wedle sprawiedliwych reguł gry, też się roześmieje. Pan jednak patrzył w okno i zdawał się liczyć słupy telegraficzne — tak się w tym zapamiętał, że Basia postanowiła zwrócić na siebie jego uwagę, więc pociągnęła go za połę35 ubrania.

— Skaranie boskie! — wrzasnął ów jegomość. — Czego ten pędrak36 chce ode mnie?

— Śmiać się! — pisnęła nieustraszona Basia.

Obie panie zmartwiały, przeświadczone, że ten Iwan Groźny37 jednym uderzeniem pięści zamorduje dziewczynkę. Istotnie, miał śmierć w oczach, ale nie zabił Basi. Najpierw prychnął jak nosorożec, gdy wynurzy pysk z wody, potem spojrzał spode łba na dwa kolorowe kapelusze. Uderzywszy zębami o zęby, wykrzesał z nich iskry, które prysnęły w kształcie słów.

— Takie dzieci nie powinny znajdować się w przedziale... Takie dzieci powinno się wieszać za nogę na sznurku za oknem wagonu... Jeśli ta pannica natychmiast nie zaprzestanie swoich igraszek...

— To co będzie?! — krzyknęła pierwsza dama.

— Będzie nieszczęście! — warknął.