— A dlaczego ten „Stanisław” wygląda jakoś dłużej, jakby się rozpędził? Coś tu musiało być poza ostatnią literą!

Badali obaj bardzo długo wątpliwe miejsce, kręcąc głowami, co bardzo pomaga przy myśleniu, bo porusza mózg.

— Nic nie widać — rzekł Szot. — Basia musiała rozmazać „Stanisława” rękawem. Więc „Stanisław”?

— Zrobione! Nie może być inaczej. To doskonała zabawa takie odgadywanie. Przyznam się, że się po tobie nie spodziewałem takiej bystrości. Na oko blondyn-idiota, a jednak... Spokojnie! Dziecko śpi... Szukaj dalej.

— Dalej jest łatwo. W tym miejscu ocalały całkowicie cztery litery, widzisz? „Olsz”...

— To głowa nazwiska, do nóg niedaleko.

— I nogi też widać: „ski”.

— Cała trudność, aby ujrzeć brzuch tej szlachetnej osoby. Ilu liter brak w środku?

— Chyba dwóch, na więcej nie ma miejsca. Zresztą po co długo myśleć! To jest „Olszewski”.

— Bardzo do niego podobny... Więc razem byłoby: „Stanisław Olszewski”. Mamy go!