Na tronie siedział straszliwy król Herod i tak nagle zaryczał, że wszystkie dzieci, jak zastrachane pisklęta, przytuliły się do swoich matek. Okropny to był widok! Srogi król toczył dookoła ponurym wzrokiem, jak gdyby szukał, kogo ma pożreć. Basia cofnęła się z lękiem i przylgnęła do pana Olszowskiego. Przecież ten zły król może tylko ręką sięgnąć i porwie ją jak kurczę. Dusza dziewczynki zaczęła szukać ciemnego zakątka i byłaby odwiecznym zwyczajem uciekła do najciemniejszego — w pięty — gdyby król Herod nie zazgrzytał. Uczynił to tak przeraźliwie, jak gdyby zgryzł garść orzechów. W ciemnej sali pisnęło przelękłe dziecko. A Herod znów zgrzytnął tak, że mu się z zębów posypały iskry, i zakrzyknął piekielnym głosem: „Jam jest król Herod, potężny pan świata!”.

Wtedy stało się coś niesłychanego!

Basia zaczęła słuchać jak oczarowana i nagle na jej zalękłej twarzyczce zjawił się szczęśliwy uśmiech.

— Wujcio! — pisnęła z radością.

Zanim pan Olszowski zdołał ją powstrzymać, Basia jak sarenka przebiegła przez kilka stopni wiodących na scenę i z krzykiem rzuciła się w ramiona zdumionego Heroda. Berło193 wypadło z jego krwawej ręki, dzikie spojrzenie przybrało wyraz cokolwiek głupawy, a gębę otworzył szeroko. Wszystkie dzieci w teatrze znieruchomiały, ujrzawszy ten czyn nadludzkiej odwagi, bo przecież Herod jednym kłapnięciem paszczy pożre tę głupią dziewczynkę. Straszny król jednak tak całkowicie otumaniał, że zapomniał o swoich obowiązkach i zamiast schrupać niewinne stworzenie bez soli i pieprzu, zawył nadludzkim głosem:

— Basia!

Zrobił się nieprawdopodobny rwetes194 i tumult, gdy dziewczynka jednym skokiem znalazła się na kolanach krwawego straszliwca i w radosnym opętaniu pociągnęła za jego kruczoczarną brodę, spoza której, jak zza burzliwej chmury, ukazało się przerażone oblicze Walickiego, najbardziej krwawego Heroda wszystkich czasów.

W gazetach napisano o tym zdarzeniu, a Walicki przez cały tydzień nie pokazywał się ludziom na oczy.

— Jaki z ciebie łapserdacki Herod! — mówił do niego przyjaciel Szot. — Nawet dziecka nie przestraszysz!

— Poznała mnie po zgrzytaniu... — odrzekł Walicki śmiertelnie smutnym głosem.