Jeszcze gorzej było z rachunkami, gdyż po długich mozołach Jacek nauczył się liczyć do pięciu, i to na palcach lewej ręki, a Placek od pięciu do dziesięciu na palcach prawej. To jednak było dziwne, że mimo tak znikomych wiadomości rachunkowych obaj doskonale doliczyli do czternastu, kiedy cztery drzewa w Zapiecku urodziły czternaście jabłek, pożartych przez nich z pestkami i ogonkami zanim dojrzały.

Cierpliwy nauczyciel zużył przez cztery lata wiele trudu i męki, aby nauczyć ich sztuki pisania i czytania. Próbował tego na wszystkie sposoby i dokonał tylko tego, że Jacek nauczył się abecadła od „a” do „l”, a Placek od „ł” aż do końca. Wychodziły z tego straszne rzeczy, bo Jacek umiał napisać całe swoje imię, wszystkie bowiem litery, z których się składa to wesołe imię, znajdują się na początku abecadła, Placek natomiast był mniej szczęśliwy, gdyż ze swego imienia znał tylko pierwszą literę „P”, reszta zaś znajdowała się po stronie jego brata. Toteż kiedy się chciał podpisać, wtedy jeszcze śmieszniejsze imię Placek, wyobrażone51 tylko przez jedną literę, wyglądało tak, jakby z placka został rodzynek, a ciasto gdzieś znikło.

Nie było żadnego sposobu, aby rozszerzyć ich wykształcenie. Nauczyciel załamywał ręce z rozpaczy, która była tym większa, że Jacek pisał prawą ręką, a Placek lewą i na to też nie można było znaleźć rady. Byli oni z tego powodu pośmiewiskiem całej szkoły, bo inni chłopcy umieli doskonale wszystkie litery i znali rachunki, a jeden to był tak mądry, że liczył do stu, a potem na odwrót, co było wielką i niezwykłą sztuką. Jacek i Placek nie mieli jednak żadnej ambicji i nie wstydzili się tego, że ich powszechnie uważano za bęcwałów52.

Jednak nie to było ich wielkim nieszczęściem; największym było to, że byli chłopcami złymi i bez serca. Nigdy nikomu nie pomogli, a każdemu dokuczyli, nigdy żadnemu towarzyszowi szkolnemu nie powiedzieli dobrego słowa, lecz z każdym szukali zwady i powodu do bójki. Nie wiedzieli o tym, że nie ma w szkole większej hańby nad tę, jeśli się jest złym i nieuczynnym kolegą.

Nadszedł wreszcie taki nieszczęsny dzień, że mądry nauczyciel pomylił się i kiedy zamiast zawołanego Jacka stanął przed tablicą Placek, nie poznał się na tym, co się po raz pierwszy zdarzyło i co te urwipołcie od razu spostrzegły. Bowiem przez długi czas odrosły Plackowi włosy i nauczyciel nie mógł już użyć swojego sposobu, aby ich nieomylnie rozpoznać. Od tej chwili powstało wielkie zamieszanie i nauczyciel bardzo posmutniał, widząc, że chłopcy wciąż go oszukują, i choć mu było ich bardzo żal, odprowadził ich do domu i powiedział, aby już nigdy nie powracali do szkoły.

Ich radość była ogromna. Jeszcze większa była radość tłustego syna organisty, który odetchnął i znowu zaczął bardzo szybko nabierać ciała.

Rozdział czwarty, w którym opisane są sprawy tak smutne, że kropka po ostatnim słowie ze łzy jest zrobiona

Ponieważ mili synkowie zjedli ojcu pasek od spodni, zmartwiony starowina nie miał ich nawet czym ukarać, a samej ręki było mu szkoda, gdyż mógł sobie ją zwichnąć na ich twardych kościach. Zmartwił się jednak bardzo i chodził smutny, rozmyślając, dlaczego inni ludzie mają dzieci dobre i poczciwe, jemu zaś Pan Bóg dał takich urwisów, jakich ani boży świat, ani Zapiecek nigdy nie widział. Najbardziej bolało go to, że matka popłakiwała cicho po kątach, a czasem gorzko, choć cichutko płakała przez sen albo wstawała wśród nocy i kiedy wszyscy spali, przyklękała na twardej glinie izby i modliła się gorąco, pewnie o to, aby na Jacka i Placka przyszło opamiętanie. Oni zaś próżnowali53 bez końca i hasali gdzieś po całych dniach, nie wiadomo gdzie, choćby jednak oddaleni byli o dziesięć mil od domu, zawsze od razu poczuli, że u nich rozpalono na kominie i gotuje się jakąś smakowitą strawę. Wprawdzie łatwo było ją poczuć nawet z największej odległości, gdyż codziennie na wieczerzę ich poczciwa matka gotowała zupę z czosnku, który, jak wiadomo, odznacza się silnym zapachem. Oni jednak mieli węch nadzwyczajny i gdyby nawet gotowano czystą wodę, też by ją poczuli, choć niezbyt by się śpieszyli z powrotem do domu.

Wreszcie zabrakło nawet czosnku.

Zima była bardzo sroga, a u tych ludzi tym sroższa, że ciemna. Bowiem Jacek i Placek tuż przed świętami Bożego Narodzenia wypili wszystek54 olej przeznaczony do lampy, bowiem w owych czasach oświetlano izby za pomocą oleju. Zimno było tak wielkie, że ziemia zamarzła na kość i popękała z mroźnej rozpaczy. Świat całymi nocami jęczał pod śniegiem i lodem, a ludzie nie wychodzili z domów. Podczas długiej zimy zjedzono wszystko, co było do zjedzenia, tak że na wiosnę przyszedł do Zapiecka żarłoczny głód i zgrzytając zębami, chodził od domu do domu i szukał choćby jakiejś kości do ogryzienia, nigdzie jednak nie było nawet kości.