— Kto tu mówił o rybach na surowo? — wrzasnęły ni stąd, ni zowąd dwa głosy.
— Kto to gada? — szepnął Jacek.
— Nie mam pojęcia — odrzekł Placek, równie zalękniony. — Hej, kto tam pyta o ryby?
— My! — wrzasnął ktoś podwójnie.
— Gdzie wy jesteście i kto wy jesteście?
— Zbliżcie się, to nas ujrzycie!
— Pokażcie się wy najpierw!
— Kiedy nam trudno chodzić... Jesteśmy tu w błocie! Na lewo!
Chłopcy poszli w tym kierunku i ujrzeli dwa ogromne ptaszyska. Stały na krótkich nogach wśród mokradła i patrzyły ciekawie srebrnymi, jakby bezbarwnymi oczyma. Miały długie, potężne dzioby, a pod nimi jak gdyby puste, nadymające się worki; ogon krótki, zaokrąglony, a pierze barwione na różowo.
— Cóż to za straszydła? — zdumiał się Jacek.