— Jakieś strasznie śmieszne figury — rzekł Placek.
Ptaki ujrzawszy chłopców, skinęły im poważnie głowami na powitanie i widocznie na znak uszanowania wydęły powietrzem worki na wyłupiastej piersi.
— Czy to wy mówiliście o surowych rybach? — zapytał jeden z nich.
— Tak, to my — odrzekł Jacek. — Czy to się wam nie podoba?
— Przeciwnie, niezmiernie nam się podoba. Czyż jest na świecie coś bardziej smacznego niż ryba? Zaiste, panowie, nie znam wyborniejszej potrawy.
Drugi na wzmiankę o rybach podniósł lewą nogę i pacnął nią w błoto jak szeroką łopatą, nie wiadomo czemu, i skłonił się z wielką powagą.
— Moje uszanowanie! — rzekł Placek. — Zdaje się, że mnie się kłaniałeś?
— Mogę to uczynić — wrzasnął drugi ptak. — Tym razem jednak oddałem hołd miłym wspomnieniom i tym dniom, kiedy po raz ostatni jedliśmy ryby.
— To wy się żywicie rybami?
— Czynimy im ten zaszczyt. Zjadamy czasem młode pisklę kurki wodnej167 lub innej wodnej hołoty, co ma skrzydła, ale ryby są naszą potrawą narodową. Są to stworzenia miłe, łagodne i nie robią niepotrzebnego krzyku, kiedy się je zjada.