— Wypluj, młodzieńcze, to brzydkie słowo; nie należy strzelać tam, gdzie można trafić w pelikana. A jak długo trzeba lecieć?
— Ja myślę, że na rano możemy stanąć.
— Doskonale, ryby najlepiej smakują na śniadanie. Siadajcie, szlachetni młodzieńcy. Żaden człowiek nie jeździł jeszcze na pelikanie, przynajmniej nie zdarzyło się to w naszej rodzinie.
Chłopcy, choć bardzo pragnęli tej jazdy, zawahali się.
— Nie wznoście się zbyt wysoko — rzekł z drżeniem Jacek.
— Ani nie wywracajcie koziołków — dodał Placek.
— Nie mamy tego zwyczaju! — wrzasnął pelikan. — Takie sztuki wyprawiają jedynie nierozumne gołębie! Siadajcie!
Z wielkim strachem usiadł najpierw na jednym pelikanie Jacek, z jeszcze większym siadł na drugim Placek.
— Siedzicie?
— Siedzimy... — rzekł Jacek za pomocą nagłego kłapnięcia zębów.