— Jest jednak rada...
— Mów czym prędzej, władco sandaczów!
— Moglibyśmy odbyć tę długą drogę w niewiele godzin, gdybyście nas ponieśli. Czy potraficie nas udźwignąć?
Pelikany obejrzały ich bezbarwnym wzrokiem, a jeden z nich rzekł:
— Myślę, że uniesiemy was łatwo, bo ważycie niewiele, chyba że macie jakieś ciężkie zmartwienie.
— Jesteśmy bardzo weseli.
— Radość nie jest ciężka. Zabierzemy was. W którą stronę trzeba lecieć?
— Wciąż na zachód.
— To tam, gdzie zdąża słońce?
— Prosto jak strzelił.