— Ale kiedy ujrzycie tego starego człowieka — mówił Jacek — nie mówcie mu o tym, że spotkaliście nas...

— O nie! — zawołał Placek, który dotąd milczał. — Powiedzcie mu, że dwaj chłopcy pozdrawiają go i...

— I co? I co?

— I żałują bardzo...

— Czy mam tak powiedzieć? — zapytała Jacka kobieta.

— Tak! To trzeba powiedzieć... Mój brat dobrze to wymyślił... — odrzekł Jacek.

— Powiem mu — rzekła matka. — Nie wiem, czego żałujecie, ale mu powiem, jeśli go kiedy ujrzę, bo to strasznie daleko, a sama iść nie mogę...

— Matko! — zawołał jej syn. — Gdyby tego było trzeba, zaniósłbym cię na koniec świata.

— O, jakiego cudownego syna dał mi Bóg. Żegnajcie, moje drogie dzieci!

Pożegnali się ze wzruszeniem, po czym syn wziął matkę w ramiona, ona zaś zarzuciła mu ręce na szyję. I tak poszły wielka miłość i wielkie poświęcenie w drogę tysiącmilową, bo dla gorącej ofiary nie istnieje ani trud, ani zła droga, ani zwątpienie.