— Nie warto o tym mówić — rzekł chytrze Jacek.
— Troszkę tośmy się zmęczyli — dodał Placek — ale nie tak bardzo.
— Pan Bóg was dzisiaj zapisał w wielkiej księdze — mówiła matka. — W niebie was dzisiaj błogosławią za to, żeście pomogli biednej matce zaorać pole.
Jacek spojrzał ze zdziwieniem na Placka, a Placek z jeszcze większym na Jacka.
— To my zaoraliśmy pole? — zapytali równocześnie.
Matka roześmiała się szczęśliwie i rzekła:
— Ach, urwisy, znowu udajecie, że to nie wy! Cha! Cha! Wszystkim ludziom to opowiem, bo źle o was mówili, a teraz to radość będzie w całym Zapiecku. O, dzieci moje! Nikt na całym świecie nie ma takich synów jak ja.
— Co prawda, to prawda! — zaśmiał się Jacek. — Takich to chyba nikt nie ma.
A Placek na to:
— Kiedy to się nie dało ukryć, to już nie ma co, Jacku, trzeba się przyznać.