— Ja pójdę! — rzekł Jacek.

— Dobrze, a ja będę czuwał w ogrodzie, aby nas kto nie zaskoczył. To jakiś smutny dom, boję się go, Jacku. Może lepiej tam nie wchodzić?

— Wejdźcie spokojnie! — ozwał się jakiś głos tuż przy nich.

— Boże! — krzyknął Jacek.

— Uciekajmy! — zawołał Placek.

— Zostańcie — mówił głos. — Nikt nie uczyni wam tu żadnej krzywdy.

— Nie możemy wierzyć nikomu!

— Klnę się na imię Boga żywego, że nic złego wam się nie stanie! — zawołał głos uroczyście.

— Kto ty jesteś, co przemawiasz?

— Jestem nieszczęśliwy.