— O, panie! — zakrzyknęli uszczęśliwieni.

— To moja matka was uwalnia!

— Ależ ty głową za nas odpowiesz!

— Dziesięć razy oddałbym życie za tego, który pomógł mojej matce.

— Panie! — rzekł, ukrywając spojrzenie, Jacek. — Miłujesz ją z całej duszy. Jakże się stać mogło, że od tylu lat nie uciekłeś od zbójców, aby ją zobaczyć?

Zbójca Nieborak patrzył w mrok i w gęstwę lasu, jak gdyby chciał dojrzeć płonące gdzieś w niezmiernej oddali ognisko na górze wśród bagien.

— Krótka jest moja historia — rzekł z westchnieniem. — Mój ojciec utonął w bagnie i bylibyśmy zginęli z głodu. Byłem małym chłopcem, lecz nie mogłem bez łez patrzeć na to, jak straszliwą pracę spełnia moja matka. Jednego tedy dnia padłem do jej nóg i wybłagałem, aby mi pozwoliła iść w świat po chleb. Postanowiłem schodzić nogi do kolan, a ręce urobić po łokcie, aby powrócić do niej z dobytkiem, zabrać ją znad bagien i pędzić życie w jakimś wesołym kraju. Serce mi się krajało, kiedy odchodziłem. Moja matka obiecała mi, że nocami będzie paliła ogień, abym nie utonął w topielisku jak mój ojciec. Przewędrowałem chyba pół świata w nędzy i poniewierce. Nie jadłem, aby odłożyć grosz dla matki, nie spałem, wiedząc, że ona, biedactwo, czuwa i też nie śpi. Ciężkie było moje życie, ale Bóg pozwolił mi zebrać wreszcie nieco grosza, który niosłem dla niej. Moja radość była niezmierna. Wracałem szczęśliwy. Minęło jednak już wiele lat od czasu rozpoczęcia mojej wędrówki i zapomniałem drogi powrotnej. Zbłąkany szedłem lasem i wtedy napadli mnie zbójcy...

— Czy ci, którzy tu byli? — zapytał Placek.

— Tak, to byli oni. Nikt nie zdoła pojąć mojej rozpaczy. Serce konało we mnie. Zabrali mój mizerny dobytek i chcieli mnie zabić. Myślałem wtedy, że najlepiej jeszcze będzie, jeśli tak się stanie. Musiałem strasznie rozpaczać, tak bardzo, że się tym wzruszył ten zbójca, co układa wiersze. Nazywa się Łapiduch. To jest śmieszny i bardzo poczciwy zbójca. W nocy zbliżył się do mnie i słysząc mój płacz, szepnął mi: „Nawet i mizerna mucha nie boi się Łapiducha!”. Ciągle gadał wierszami, ale ich nie pamiętam. Kazał sobie wszystko opowiedzieć, a potem powiedział: „Wszystko w świecie jest na opak, aleś ty poczciwy chłopak!”.

— Och, wybornie! — zakrzyknął Jacek. — I co? I co?