— Mówcie mi o niej — rzekł wreszcie — mówcie jak najwięcej! Jak wygląda moje matczysko?

— Widzieliśmy ją dawno, przed dziesięciu coś laty. Wyglądała zbiedzona, lecz oczy miała żywe i gorejące. Była bardzo znużona czuwaniem, więc my...

— Co uczyniliście wy?

— Nie wiem, panie, czy należy nam mówić o tym.

— Mówcie, na Boga!

— Widząc — rzekł Jacek, spuściwszy oczy — że nie ma wiele sił, aby zbierać drwa na ognisko, skorzystaliśmy z tej chwili, kiedy zasnęła, i wtedy...

— I wtedy?

— Zgromadziliśmy jej wielkie zapasy paliwa, aby się nie męczyła.

Zbójca spojrzał na nich długim spojrzeniem i nagle, wyrwawszy nóż zza pasa, przeciął im więzy.

— Braćmi moimi od dziś jesteście — zawołał.