— Co się u was dzieje, panie bracie? — zapytał cicho burmistrz.
— Źle się dzieje — rzekł ojciec. — Mam wprawdzie dwóch synów, ale nie wiem, co to z tego będzie. Mają bardzo donośne głosy...
— Tośmy słyszeli — rzekł burmistrz. — Ale dlaczego tak krzyczeli?
— Nikt nie uwierzy dlaczego. Ja sam nie mogłem uwierzyć. Tak są do siebie podobni, że własna matka nie może ich odróżnić, więc jednemu przywiązaliśmy do nogi czerwoną wstążeczkę, a drugiemu białą. Wtedy ten, co dostał białą, rozgniewał się i chciał zerwać bratu czerwoną, bo mu się widać bardziej podobała, a tamten nie chciał oddać. Powstał z tego powodu taki krzyk i rwetes31, że nie było innej rady, tylko zdjęliśmy im tasiemki, aby nie było awantury. Matka płacze, bo się boi, że w rodzinie będzie niezgoda.
— Dziwne rzeczy. A teraz śpią?
— Wcale nie śpią, tylko jeden patrzy nieustannie na drugiego i uważa32, czy ten drugi nie dostał czegoś, czego on nie ma.
— A czy ładne chłopaki?
— Pożal się Boże! Oczy mają bardzo mądre, ale bardzo przystojni nie są. Jeden i drugi ma na twarzy piegi, tak że wyglądają jak nakrapiane33 jaja.
Jeszcze nie skończył mówić, gdy znowu przeraźliwy krzyk rozległ się w domku.
Ojciec wbiegł szybko do izdebki, a po chwili wybiegł bardzo zatroskany.