— Co im się stało? — pytali ludzie dokoła.
— Biją się! — rzekł ojciec z rozpaczą.
— Biją się? To niemożliwe!
— Kto chce, niech zobaczy. Jeden chwycił drugiego za nos, a tamten, choć przecie34 nie ma jeszcze czym, usiłuje mu odgryźć ucho. O, nieszczęście! Co robić, panie burmistrzu?
— W imię Ojca i Syna! — zawołał burmistrz. — Nikt jeszcze nigdy nie pobił się w naszym sławnym i spokojnym mieście. O co im poszło?
— Nie wiem, ale matka mówi, że jeden się drugiemu wykrzywił, ale nie wiadomo który któremu, bo wszystko robią podobnie i równocześnie. O, o, jak krzyczą!
Burmistrz zamyślił się głęboko, potem rzekł smutno:
— A jednak baran miał rację, choć niby głupio wygląda. Marny będzie jego los, kiedy ci dwaj podrosną.
— Pies też wiedział, czemu smutno wył! — rzekli ludzie.
— Czy można ich zobaczyć? — zapytał burmistrz.