— Niech pan burmistrz wejdzie — odpowiedział poczciwy człowiek — ale tylko ostrożnie...

Burmistrz, który już stawiał nogę w bucie na progu, zatrzymał się.

— Dlaczego ostrożnie?

— Czy ja wiem? Na oko są to niemowlęta, ale ponieważ znam ich od wczoraj, więc się boję, czy im przypadkiem nie przyjdzie do głowy, aby obrazić dostojną osobę. Nigdy bym sobie tego nie darował, zacny panie burmistrzu!

— A cóż oni mogą takiego zrobić?

— Tego ja nie wiem — odrzekł nieszczęśliwy ojciec — ale to nie są zwyczajne dzieci.

— Zwyczajne czy niezwyczajne, ale ja jestem burmistrzem i urzędową osobą. Proszę im to powiedzieć.

— Jakże ja im powiem, kiedy nie rozumieją?

— Wszystko jedno! Jeżeli potrafią się czubić, to już oni zrozumieją!

Stało się w istocie coś niesłychanego. Setki ludzi było przy tym i mogą zaświadczyć. Ojciec zwrócił się tam, skąd słychać było nieustanny wrzask, i zawołał głośno: