— To czarownik! — szepnął Jacek.

— Boję się! — kłapnął zębami Placek.

— Nie bój się, przecie nas jest dwóch...

— Patrz, patrz, co to idzie?

Z drugiej strony wtoczyła się do brzozowego gaju ogromna bryła mięsa. Olbrzymi zwierz szedł na dwóch łapach ku staremu człowiekowi, kosmaty i kudłaty.

— To niedźwiedź! — szepnął Jacek.

— Coraz bardziej się boję! — kłapał Placek.

Potężny zwierz podszedł do siwego człowieka, przysiadł przed nim i coś mruczał. Człowiek patrzył na niego pilnie, potem rzekł:

— Ostatni raz cię poratuję, bo widzę, że znowu masz miód na pysku. Znowu narobiłeś szkody pracowitym pszczołom. Zapomniałeś, żeś mi przyrzekł nie kraść miodu. Och, niedźwiedziu, nic dobrego z ciebie nie wyrośnie!

Niedźwiedź mruczał bardzo pokornie i pochylił łeb, zapewne zawstydzony. Stary człowiek zaczął mu z kudłów wydzierać osty i ciernie, narzekając dobrotliwym głosem: