Nabrała w płuca potężny haust powietrza i westchnęła bardzo tkliwie.

Na nic! On nawet nie spojrzał.

Należy powtórzyć kilka razy, bo jest tak zamyślony, że mógł nie zauważyć. Powtórzyła wzdychający zabieg tak wspaniale, że kamień, mchem obrosły, byłby się odwrócił. Zbójca zapytałby, czy jej przypadkiem serce nie pęka — ale on nie zapytał. Wydała więc ze zbolałych piersi prawie jęk, długi, bolesny, przeciągły. Och, nareszcie!

Zbyszek podniósł głowę przywaloną cierpieniem i z trzaskiem zamknął książkę.

— Ząb cię boli czy co? Słowo daję, że w tym domu nawet pracować nie można.

Zamknął za sobą drzwi z gniewnym hałasem, który zwalił się na biedną głowinę Irenki jak stokrotnie powiększony grzmot. W jej oczach błysnęły łzy.

— Nie dasz rady, nieszczęśliwa kobieto! — rzekła do siebie głosem suchym i złamanym jak badyl na jesiennym wietrze.

Wieczorem zaniosła swój smutek do pokoju na poddaszu, skąd był przepyszny widok na góry. Noc była ciemnogranatowa, ale zaczęła powoli mienić się jak połyskliwa woda. Wielki, srebrny księżyc, który dzień przespał w jakiejś górskiej pieczarze, gramolił się po chmurach na niebo i pusząc się swoją jasnością, wędrował wśród bledziutkich gwiazd, które na jego widok z zachwytu mrużyły oczy. On łaskawie uśmiechał się dobrym uśmiechem, a kiedy wreszcie stanął na samym szczycie nieba, rozejrzał się po białym świecie, który rozbłysnął wielką jasnością. Już nie było nocy, tylko niezmierny czar, srebrna cisza i tkliwy, rzewny niepokój.

Irenka patrzyła wielkimi oczami.

Góry miały na głowicach srebrne korony, a srebrzyste płaszcze zsuwały się po ich stokach, aż do tej niskości, gdzie mieszkali ludzie. Zrobiły się jakoś wyższe, jakby urosły w księżycowej masce i jakby w jego rozjaśnionym bogactwie stały się wspanialsze. Na śniegi padły liliowe cienie, przędzone cienko i misternie. Zdumionej dziewczynie wydało się, że cały świat, cała ta ciężka, głazem zimy przywalona ziemia zaczęła — za tajemną sprawą księżyca — dźwigać się ze swego padołu i na promieniach podnosić się w górę. Wszystko stało się światłem i ciszą, zrobiło się lekkie i powiewne, smutne i zarazem radosne. Wielka bajka miesięcznej nocy ogarnęła cały świat i szeptała coś w niezmiernej ciszy.