— Uspokój się, moje dziecko. Zrobię, co można... Zobaczysz panią Opolską... Co ty wyprawiasz, dziewczyno?
Pytanie było uzasadnione, bo bujna i czuła dusza Irenki wybuchnęła płomieniem wdzięczności; nie zważając ani na dostojność, ani na świetne maniery siwej pani, Irenka zarzuciła ręce na jej szyję i zaczęła ściskać jej dostojność z całego serca. Dostojność broniła się słabo, wreszcie udało się jej posadzić Irenkę na fotelu.
— Strasznie panią przepraszam, ale taka jestem głupia. Kiedy mi ktoś przemówi do serca, sama nie wiem, co robię. Czy pani wie, jak mnie nazywają w narodzie? „Panna z mokrą głową”! Dobre, co?
— Lepiej nie było można.
— Niech pani tylko tego nie mówi pani Opolskiej, bo może pomyśli, że jestem po prostu wariat. Ja tylko pani mówię w zaufaniu.
— Tak mi wierzysz?
— Bardzo! Pani musi być bardzo, bardzo dobra, tylko...
— Tylko co?
— Przepraszam, wymknęło mi się. Pani nie pogniewa się na mnie?
— Nie pogniewam. Więc?