— Moje dziecko najdroższe! — powiedziała głośno pani Opolska sama do siebie i sama słów tych słuchała ze zdumieniem jak dalekiego echa. Tak przecież kiedyś mówiła do swej córki.
Tak zatem stało się, że pani hrabina Opolska rozpoczęła nowe życie w dniu dwudziestym stycznia o godzinie dziewiątej wieczorem, a „Panna z mokrą głową”, wyspana, wesoła i szczęśliwa, rozpoczęła je nazajutrz, w dniu dwudziestym pierwszym stycznia, o godzinie jedenastej rano. O tej porze odebrano jej, niemal przemocą, jej skromną sukienkę, która miała wybitne skłonności do zupełnego rozpadnięcia się, i przebrano w prześliczne, kolorowe, wyborne kiecki, zakupione wśród radości i śmiechu. Pani Opolska naraziła swoją powagę na wielki despekt103, kiedy z młodzieńczą werwą, staczając z Irenką wesołe boje, usiłowała kupić dla niej cały sklep. Ująwszy się pod ręce, szły potem słoneczną ulicą, a pani Opolska aż oczy mrużyła z radości, widząc, że każdy przechodzień patrzy na Irenkę tak, jak gdyby zobaczył przed sobą cudo — jak na ślicznego ptaka, co zleciał na śnieg zbierać okruszyny słońca.
— Babciu! — rzekła Irenka, nazywając tak panią Opolską wedle murowanej umowy — To za piękne dla mnie.
— Nie ma na świecie takiej rzeczy, która by była za piękna dla ciebie — odrzekła pani Opolska z taką serdeczną przesadą, jakby od razu chciała odrobić wszystkie zaniedbania.
— Wszyscy na mnie patrzą!
— To dobrze, bo przy sposobności może ktoś spojrzy i na mnie — zaśmiała się pani Opolska.
— Oj, babciu! — szepnęła nagle Irenka.
— Co się stało?
— Nic, nic... Zaraz będzie wielka heca!
Pani Opolska spojrzała przed siebie w sam czas, aby ujrzeć wyborne widowisko. Naprzeciwko nich szedł młodzieniec, w którego nagle piorun strzelił i tak dziwnie go poraził, że chłopak otworzył oczy i usta.