— Ciotki idą! — rzekła Irenka.
Obie muzy, wymieniając między sobą głuche milczenie, niosły swoją rozgoryczoną hańbę na pola i łąki. W jednej i drugiej odbywało się coś dziwnego. Spojrzały na Irenkę, potem na Podkówkę boleśnie i nieskończenie smutno — i poszły dalej.
— Tak, to ciotki — szepnął Podkówka — dobre to kobiety, tylko jakieś takie... Ja także miałem taką ciotkę, co była ni w pięć, ni w dziewięć. Kiedy była trzeźwa, to ją można było do rany przyłożyć, ale kiedy sobie podpiła, właziła na szafę i godzinami śpiewała. Bieda była z tym, że prawie nigdy nie złaziła z szafy. Aż raz zleciała z niej na głowę i oddała Bogu ducha. Jak się trafi taka pomylona ciotka, to nie daj Boże! Na co Irenka tak pilnie patrzy?
Coś niezwykłego musiało stać się w pobliżu, skoro Irenka miała wyraz niebotycznie zdziwiony.
— Niech pan patrzy! Niech pan patrzy! — krzyknęła.
Pan Podkówka obejrzał się i postawił oczy w słup. W niewielkiej odległości ciotka Amelia, zdjąwszy pantofle i pończochy, zanurzyła cienkie, patykowate nogi w wodzie i pryskała nią wesoło, a ciotka Barbara wyprawiała opodal dzikie skoki w górę i w dal, wydając przeraźliwie radosne okrzyki. Czasem się zdarzy, że dostojny żuraw, kiedy mu jakaś oćma50 padnie na bystry rozum, zaczyna podskakiwać i pląsać — prędzej jednak można było uwierzyć, że nieboszczyk zacznie tańczyć z własną trumną, niż ciotka Barbara zatańczy nad zdumioną wodą.
Po krótkiej chwili zdziwienia Irenka pobiegła do domu i wpadła do ojca.
— Tatusiu! Ciotkom coś się stało!
Pan Borowski spojrzał przez okno i gdyby nie był chwycił się biurka, byłby upadł — tak się zatoczył ze śmiechu.
— To twoja szkoła. Ratujcie mnie, bo pęknę! Powiedziałem ciotkom, że byłyby do dziś młode, gdyby... Idź, zatrzymaj ciotkę Barbarę, bo się zatchnie51!