— Ona jeszcze za mąż pójdzie! Wstyd i hańba... Jak możesz pokazywać się bez gorsetu?
— Nikt tego paskudztwa już nie nosi! — krzyknęła ciotka Barbara głosem potężnym królowej Amazonek54.
— Jak to nikt? — odgrzmiała jej babka. — Ja noszę!
Wszyscy zdumieli się. Od paru dni babka miała dziewięćdziesiąt lat. Straszliwe rzeczy dzieją się na świecie, a nikt o tym nie wie. Piekielna tajemnica łagodnej babki odebrała wszystkim mowę na czas dłuższy, a ona tymczasem wyszła, groźna nad podziw i rozsierdzona.
Wtedy dopiero szepnęła Irenka do pana Podkówki:
— Trzeba będzie teraz nawrócić babkę.
Pomimo tego zgrzytu radość była powszechna z powodu dzielnego postępku ciotki Amelii, na którą z kolei ciotka Barbara patrzyła z zazdrością, sama bowiem niczego z siebie zdjąć nie mogła. Z milczącym jednak poszanowaniem wysłuchała, jak wszyscy zresztą, pięknego, poetyckiego opisu tej niezapomnianej uroczystości, który boska Amelia wygłosiła tego wieczoru, kiedy dzień zagasnął, a cisza sprzyjała wzlotom ducha. Był to wiersz bardzo kunsztownie napisany, bo tylko na dwóch rymach oparty — jak kulawy na dwóch szczudłach. Biła z niego moc. Oparłszy ręce na grzbiecie krzesła, a oczy na pułapie, mówiła ciotka Amelia:
„Już godzin, już dni tych nie zliczę,
Co w czasu zapadły odmęty,
Gdyś ściskał me łono dziewicze.