— Nie trzeba tego mówić ciotce — szeptała Irenka.
— Pewnie, bo jej będzie wstyd — rzekł pan Podkówka.
— Ej, nie to! — rzekła Irenka. — Tylko że napisze wiersz na śmierć tego cielęcia.
V
Na czystym, lśniącym, zimowym niebie ukazała się chmurka i wlokła się powoli w stronę białego domu.
Pan Borowski długo chodził po pokoju, wreszcie kazał zawołać Irenkę.
— Moje dziecko — rzekł dobrym, ściszonym głosem — czy potrafiłabyś uczyć się sama?
Irenka odgadła wszystko od razu. Oczy jej bardziej jeszcze pociemniały i tak wyglądały, jakby na nie padła mgła.
— Ja potrafię — odpowiedziała — ale pan Podkówka ma bardzo biedną matkę.
Ojciec rozłożył ręce bolesnym ruchem i spojrzał na nią prosząco.