Pan Podkówka odwrócił się szybko i ujrzał skurczoną na fotelu Irenkę.
— Irenko droga — rzekł dziwacznym głosem — ja będę za was modlić się przez całe życie... Tacy jesteście dobrzy. A za ciebie, dziecinko, będę modlić się najgoręcej. Ech, co tam! Po co my o tym gadamy? Wszystkim ciężko, więc dlaczego mnie ma być lżej? Ja już umiem cieszyć się, a przedtem tego nie potrafiłem. Co tam! Było nie było... Jeszcze się w życiu spotkamy. Głowa do góry i śmiejmy się! Ha!
Po czym rozpłakał się jak dziecko i uciekł z pokoju.
Żegnali go wszyscy jak kogoś bardzo bliskiego. Pani Borowska ucałowała go serdecznie, jak biednego brata uściskał pan Borowski. Ciotka Amelia spłakała się uczciwie, a ciotka Barbara objęła go mocnymi ramionami i dławiąc swój wstyd dziewiczy, ucałowała go w czoło. Biedny Podkówka miał wrażenie, że ktoś mu z bicza trzasnął nad głową. Potem poszedł żegnać się do babki.
— Witam pana, witam! — krzyknęła babka wesoło.
— Ja, proszę pani, przyszedłem się pożegnać.
— Jak to „pożegnać”? A czy pan tu był?
— Prawie przez dwa lata — huknął pan Podkówka.
— To dziwne! — krzyknęła babka. — Nigdy pana nie widziałam...
Irenka sama powoziła, odwożąc go na stację kolejową. Dzień był piękny, świat wyglądał tak jasno jak chałupa wybielona na święto. Czasem patrzyła spod oka na swojego nauczyciela, co zachłannym, głodnym wzrokiem ogarniał niebo i las, i pola śpiące pod pierzyną śniegów. Chciał to wszystko zabrać w mroźnym, błękitnym wspomnieniu do miasta, w którym tylko najwyższa wieża ogląda czasem te cuda z daleka. Irenka, którą kochał najwięcej po matce, obiecała, że jeśli będzie kiedyś w Warszawie, natychmiast da mu o tym znać. Jeszcze się z nią nie pożegnał, a już myślał o tym radosnym spotkaniu. Patrzył na nią i mówił do siebie: „Jak to być może, aby takie maleństwo mogło wszystkich dokoła nauczyć radości? Gdyby nie ona, smutno byłoby w białym domu. Biedny pan Borowski wtedy tylko śmieje się, kiedy ją widzi i słyszy. Ja byłem jak drąg, aż za jej sprawą coś odmieniło się we mnie. Ona nawet o matce mojej pamięta... Wielka sztuka! Ona o wszystkim pamięta. Mocna dziewczyna! Płakać się jej chce w tej chwili, a do mnie uśmiecha się, aby mnie nie było smutno. «Panna z mokrą głową»! Jasno byłoby na świecie, gdyby wszystkie panny były takie. Dobre, dobre dziecko... Niech ci Bóg błogosławi!”.